O autorze
Igor Ostrowski – jeden z inicjatorów IGF Polska, członek Rady ds. IGF przy Sekretarzu Generalnym ONZ, wspólnik Kancelarii Dentons, ekspert rynku mediów, telekomunikacji i nowych technologii, były wiceminister w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji i przewodniczący rządowej Rady ds. Cyfryzacji.

Od ponad 20 lat zajmuje się prawem mediów, telekomunikacji i nowych technologii oraz ochroną własności intelektualnej. Doradza wiodącym sieciom telewizyjnym, operatorom kablowym i producentom w prowadzeniu działalności w Polsce i Europie. Specjalizuje się w regulacjach rynku mediów oraz ochronie własności intelektualnej. Brał udział w projektach prywatyzacyjnych i międzynarodowych transakcjach fuzji i przejęć. Łączy doświadczenie zdobyte w międzynarodowych kancelariach prawnych (w biurach warszawskich i nowojorskich), administracji publicznej, oraz analityka. Inicjator działań obywatelskich, wspierających powszechny dostęp do internetu i otwartych zasobów edukacyjnych. Współzałożyciel Stowarzyszenia Projekt Polska i fundacji Centrum Cyfrowe. Jest jedynym polskim członkiem Multistakeholder Advisory Group przy Internet Governance Forum – agendzie ONZ zajmującej się kwestiami funkcjonowania, ładu i rozwoju internetu na świecie.

Nie dać się wtłoczyć w filtracyjną bańkę

Algorytmy szeroko wykorzystywane przez największe serwisy sieciowe chcą urządzić nam internet, tak byśmy czuli się w nim jak najbardziej komfortowo. Z lubością podsuwają nam treści i opinie zgodne z naszym spojrzeniem na świat. Niedobrze jednak, gdy to pozbawia nas chęci konfrontowania się z myślącymi inaczej i dociekania prawdy.

Już za kilkanście dni – 21 listopada – w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie odbędzie się Forum Zarządzania Internetem 2017. W jego trakcie będziemy m.in dyskutować o tym, jak dziś korzystamy z Internetu.

Czy można sobie wyobrazić dziś normalne funkcjonowanie, wykonywanie obowiązków służbowych bez dostępu do globalnej sieci? Wiele osób powie zapewne, że w ich przypadku nie byłoby to wykonalne. Bo jak tu pracować, bez możliwości komunikacji przez e-maila i dostępu do szerokich źródeł informacji, co umożliwia internet?

Bo też korzystanie z globalnej sieci jest obecnie w Polsce powszechne. Z danych GUS wynika, że osoby korzystające z internetu stanowią 77,7 proc. społeczeństwa. Codzienne bycie online deklaruje ponad 57 proc. Polaków. Oczywiście są w tym zakresie spore różnice pokoleniowe. Podczas gdy w grupie 16-34 lata trudno spotkać kogoś, kto nie miałby na co dzień styczności z siecią, to w przypadku seniorów w wieku 65-74 lata, tylko 31,8 proc. to internauci. Z badania „Młodzież 2016” Fundacji Centrum Badania Opinii Społecznej CBOS wynika natomiast, że 99 proc. młodych ludzi ma dostęp do internetu w domu, a 97 proc. korzysta z niego za pośrednictwem urządzeń mobilnych. Warto zwrócić jednak uwagę, że młodzież spędza w sieci średnio cztery godziny dziennie, tj. aż o godzinę więcej niż trzy lata temu.

Czytanie online wiadomości, gazet lub czasopism, wysyłanie i odbieranie-maili, korzystanie z serwisów społecznościowych, wyszukiwanie informacji o zdrowiu - to kilka z najczęstszych aktywności internetowych wymienianych przez GUS.

Niewątpliwie dzięki internetowi potencjalnie każdy ma dostęp do praktycznie niezliczonej liczby źródeł informacji, o czym konsument mediów przed ćwierć wiekiem mógł tylko pomarzyć. Jako internauci niemal każdego dnia przeglądamy ulubione serwisy i portale informacyjne - ogólnopolskie, lokalne, zagraniczne. Gdy jakiś informacja nas zainteresuje możemy podzielić się nią ze znajomymi np. przez Facebooka. Czasami decydujemy się coś skomentować. Zaglądamy na Twittera czy Facebooka, by sprawdzić, co u naszych znajomych lub dodać coś od siebie. Nie zawsze robimy to zresztą po to, by zdobyć konkretną, potrzebną nam w danej chwili informację, ale akurat jedziemy autobusem czy czekamy w poczekalni u dentysty, a smartfona mamy pod ręką.


Czy to wszystko jednak powoduje, że jako internauci jesteśmy bardziej „oświeceni” i otwarcie na różne światopoglądy? Niekoniecznie.

Już sześć lat temu internetowy aktywista Eli Pariser w książce „The Filter Bubble: What the Internet Is Hiding from You” uknuł termin „bańka filtracyjna” (ang. filter bubblle), w którą wtłaczani są użytkownicy sieci. Polega to tym, że na skutek działania algorytmów, stosowanych przez internetowe serwisy takie jak Google czy Facebook, internauci otrzymują informacje wyselekcjonowane, dobierane na podstawie informacji dostępnych na temat użytkownika, np. jego lokalizacji czy historii wyszukiwania. Kto się nie zetknął z sytuacja, gdy planując wyjazd wakacyjny czy kupno samochodu, posługiwał się w tym celu wyszukiwarką Google i potem wyświetlały mu się na odwiedzanych stronach w portalach reklamy biur podróży czy dealerów aut?

To jednak nie dotyczy tylko treści reklamowych, a co dobrze służy internaucie -konsumentowi, to niekoniecznie już internaucie-obywatelowi. A dziś wiele serwisów swe działanie opiera na spersonalizowanym doborze treści do konkretnego internauty , w tym celu wykorzystując algorytmy bazujące na analizie historii surfowania, płci, wieku, miejscu zamieszkania i innych coraz bardziej wyszukanych pozyskanych na nasz temat danych. W rezultacie użytkownik sieci ma podawane jak na talerzu artykuły i posty, które są zgodne z jego światopoglądem, potwierdzające jego opinie i sprawiające, że może czuć się w sieci komfortowo.

Eli Prasier podał przykład, w którym dwóch internautów wpisało w wyszukiwarkę Google frazę „BP” i pierwszy z nich w wynikach wyszukiwanie otrzymał wiadomości o charakterze finansowo-inwestycyjnym dotyczące koncernu British Petroleum, natomiast drugi informacje na temat eksplozji platformy wiertniczej. Były to więc skrajnie różne wyniki wyszukiwania, ale dostosowane do profilów użytkowników. Prasier definiuje bańkę filtracyjna jako „indywidualny ekosystem informacji, który został przygotowany przez algorytmy”. Ściany takiej bańki mogą stawać się grubsze przez korzystanie z mediów społecznościowych, w których swe poglądy wymieniamy w gronie podobnie myślących nam osób - wszakże poszerzanie kręgów znajomych (np. skwapliwie podsuwanych nam przez Facebooka), także w dużej mierze opiera się na algorytmach.

To może wydawać się nawet zabawne i niewinne, ale groźba tkwi w tym, że internauci, którzy są wtłaczani w bańkę filtracyjną, mogą nabrać przekonania, że wszyscy myślą tak jak oni i nie brać pod uwagę, że na daną sprawę mogą istnieć inne punkty widzenia. Mówiąc krótko mogą popaść w przekonanie, że to oni reprezentują „jedynie słuszne poglądy”.
Potencjalnie więc istnieje takie zagrożenia, że osoba, która intensywniej korzysta z internetu (więcej klika) i więcej informując zostawia o sobie, staje się coraz bardziej zamknięta, bo jej świat zawęża się do informacji coraz dokładniej przefiltrowanych.
Zjawisko to dostrzegał poprzedni prezydent USA Barack Obama który stwierdził, że mamy tendencję do wchodzenia w bańki filtracyjne, szczególnie gdy korzystamy z mediów społecznościowych, przez które wymieniamy opinie z ludźmi podobnymi do nas, mającym zbieżne poglądy polityczne. W efekcie nawet nie próbujmy konfrontować naszych opinii. Dalszą zaś konsekwencją tego jest to, że w tych bańkach filtracyjnym czujemy się bezpiecznie i akceptujemy jedynie informacje zgodne z naszym światopoglądem, bez względu na t , czy są prawdziwe czy nie. Nie próbujmy ich zweryfikować na zewnątrz, poza przestrzenią filtracyjnej bańki.

Eli Pariser ostrzega natomiast w swej publikacji, że taki sposób korzystania z sieci „zamyka nas na nowe pomysły, tematy i ważne informacje”.

Oczywiście, z pułapki „bańki filtracyjnej” można uciekać, co jednak związane jest z też z pewnym wysiłkiem poprzez uruchamianie adblocków, regularne czyszczenie historii wyszukiwania, blokowanie cookies, korzystanie z sieci bez logowania się przez posiadane konta, a także sięganie do różnorodnych serwisów informacyjnych prezentujących poglądy z wielu perspektyw.

Zawsze jednak pierwszym krokiem jest zadanie sobie pytania, czy jako internauta nie jestem wtłaczany w filtracyjną bańkę. Jednak pytanie - jak wydostać się z bańki i w jaki sposób można je skutecznie „przekłuwać”? - pozostaje aktualne. Coraz częściej pojawia się odpowiedź: „Konieczne jest wprowadzenie regulacji, które ograniczą negatywne skutki funkcjonowania algorytmów. Ale o tym już w następnym artykule.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...